M jak mobile czy M jak mama – nie: T jak Tablet cyberTaTy:)

Opublikowany 2013/11/08

Miałem okazję uczestniczyć w prezentacji wyników badań dotyczących poniekąd cyfrowego wychowania dzieci. Badania przeprowadziła firma nk i można je obejrzeć sobie w tym miejscu. Ja zaś chciałem tylko nieco je skomentować i napisać, co cybertata o takich kwestiach myśli.

Pewna rzecz dla każdego rodzica jest oczywista – dotykowy interfejs to najbardziej intuicyjny sposób korzystania z urządzeń technologicznych i dzieci niezwykle szybko go łapią. Młody doskonale zdaje sobie z tego sprawę i łatwiej mu przychodzi przerzucać ekraniki na tablecie niż strony w książce. Książka zresztą mniej kolorowa jest i nie do końca wiadomo co z nią czynić trzeba.

A ponieważ ów interfejs jest wygodny w użyciu i ponieważ tablety (tudzież smartfony) są niezwykle mobilne, to stały się one „najlepszym przyjacielem dzieci”. Rodzice dają je pociechom, by te się zajmowały gadżetem, nie zaś zawracały głowę. Stanowią zatem coś na kształt telewizora sprzed kilku ledwie lat. Kiedyś sadzało się dzieciaki przed telepudłem, by dorosłym nie przeszkadzały. Teraz daje się im tablet, by się bawiły, kiedy „wapniaki” gadają. Tablet ma jednak kilka przewag nad telewizorem.

Po pierwsze, jest łatwiejszy do transportu. Towarzyszyć zatem może nam i naszym pociechom w podróży czy w poczekalni, a nie tylko w domu. Każdy rodzic wie, jak czasem ciężko jest przetrwać dłuższy lot samolotem z młodym człowiekiem. Dzieciakom nawet 10 minut czekania na wizytę u lekarza potrafi się dłużyć. Teraz można hyc-hyc, wyjąć tablet czy smartfon i z głowy.

Po drugie, tablet jest interaktywny. W telewizorze tylko odtwarza się filmy (pomijając nieliczne smart tv z jakimiś grami). Tablet zaś umożliwia z jednej strony zabawę, z drugiej - rywalizację, z trzeciej zaś – pozwala wyżyć się artystycznie. Ta przewaga jest wg mnie bardzo znacząca. Dzięki zabawie z tabletem dzieciaki mogą się mnóstwa rzeczy nauczyć. Owszem, oglądając zwierzątka na Animal planet też jakąś wiedzę młodzież wchłania. Niemniej więcej wchłonie „bawiąc się” z tymi zwierzątkami w wirtualnym zoo. Nie mówiąc już o ćwiczeniu pamięci czy pisania. Młoda dzięki niezbyt ambitnej grze w kucyki nauczyła się szacować trzy i czterocyfrowe liczby – która większa, a która mniejsza, ile brakuje do zakupu tej rzeczy, a ile do tamtej.

Szkoda, że badanie przeprowadzono ledwie na próbie 402 rodziców (de facto – przepytano kilkuset znajomych), a tak naprawdę nie rodziców, tylko matek. O tatusiach nie tyle zapomniano, co po prostu zabrakło czasu. Szkoda…

Wracając do badania. Wg niego 45% dzieci w wieku od roku do trzech lat samodzielnie korzysta z tabletów. Ja Młodemu nie pozwalam nosić takiego urządzenia. Młoda zyskała takie prawo w wieku jakiś 4,5-5 lat. Stacjonarnie mogła korzystać samodzielnie wcześniej. Ale Młody ma pawie 2 lata i poza pikaniem w ikonki niespecjalnie jest zainteresowany… no, może malowaniem kresek…

Nie zaskoczyło mnie również to, że tablet jest najlepszym przyjacielem dziecka. Tylko maluchy do 3 lat uważają, że przytulanki są fajniejsze. Młoda szybciej nauczyła się korzystać z tabletu niż jeździć na rowerze. A od czasu, gdy umie napisać „Muj maly kucyk” w YT jest niezależna od telewizora.

Jeszcze nie potrafi sama pobrać aplikacji, a na pewno wpisać hasła. Niemniej lubi wspólne oglądanie nowych gier. Bo jednak tablet to głównie dla niej urządzenie do zabawy. Ciekawe tylko, czy jestem jednym z nielicznych, którzy sprawdzają tzw. PEGI. Brantowanie mnie jakoś nie rusza. I tak żyję w świecie różowych kucyków i blondwłosych lalek…

Najważniejsze jest jednak to, że żyjemy w świecie mocno ztechnologizowanym. A świat naszych dzieci będzie jeszcze bardziej technologiczny. Czy pozwolimy dziecku siedzieć tylko przy tablecie, czy zachęcimy je też do poznawania zabaw na podwórku? Czy za kilka-, kilkanaście lat dzieci będą miały tylko jedną zabawkę – taki specjalny tablet (biedni producenci innych zabawek)? Czy faktycznie do odpowiedniego rozwoju dziecka są mu potrzebne także tradycyjne zabawki, tudzież kredki czy zeszyty?

A ilu z nas zatraciło umiejętność pisania długopisem, bo na komputerze szybciej? Ilu przyzwyczaiło się do czytania książek w postaci e-booków? Ilu przestało kupować gazety, bo wystarczą nam wiadomości w sieci? Ilu nie rozstaje się ze smartfonem, bo to przenośne biuro?

Pamiętamy świat bez komórek? Laptopów? Internetu? Wielu tak. Chcemy do niego wrócić? Nieprzypuszczam. I dzieciaki to czują…